Strajk oczami Jadźki

Od kilku dni w całej Polsce strajkują nauczyciele. O takich zdarzeniach zawsze jest głośno, nie ważne jaki by to nie był  zawód, zawsze są zwolennicy i przeciwnicy.
Ja chcę Wam dzisiaj pokazać swój punkt widzenia i wcale nie musicie się z nim zgadzać, bo tak jak napisałam – jest mój 🙂 Razem z mężem jesteśmy aktywni zawodowo, a my z Ewcią dodatkowo budujemy społeczność, która wymaga naszej codziennej obecności, co wynika z tego, że jesteście dla nas bardzo ważni <3

Wracając do tematu, tym razem, o swoje prawa walczą nauczyciele, czyli ludzie którzy zajmują się naszymi dziećmi około osiem godzin każdego dnia. W tym czasie każdy z nas ma swoje obowiązki.
Tak było, jest i … no właśnie i nagle nie ma, zaczął się popłoch i ile ludzi tyle rad i opinii. Ja dziś opowiem Wam o tym, jak ta sytuacja wpłynęła na moją rodzinę i jak to rozwiązaliśmy. 
Nie mamy babci, ani rodziny do której moglibyśmy „podrzucić” nasze pociechy. Mieliśmy dwa wyjścia, albo siąść i wściekać się, co nie zmieniło by nic, albo wyciągnąć z tego to, co jest dobre dla nas, a jak Wam zaraz opowiem jest tego całkiem sporo…   

Mamy dwójkę dzieci. Od piątku wiedzieliśmy, że placówka młodszej dołącza do strajku, więc już w weekend zrobiliśmy burzę mózgów, by znaleźć rozwiązanie. Padło na opiekę naprzemienną, raz ja, a raz mąż bierze małą do pracy, wybiegając temu na przeciw. Tak mamy taką możliwość, nie, nie jesteśmy wybrańcami losu 🙂 
Nasza praca opiera się głównie na spotkaniach więc:

  • uprzedzam osobę z którą się spotykam o obecności dziecka,
  • w miarę możliwość nie umawiam się w biurze, szukam miejsc w których jest kącik dziecięcy,
  • działam z mężem w jednej drużynie, jaką jest rodzina, tak więc dbamy o wzajemny komfort pracy,
  • znalazłam klubik dziecięcy, do którego w warunkach podbramkowych możemy na godzinkę, dwie odprowadzić dziecko (na razie metoda niesprawdzona). 🙂

Nasza młodsza latorośl okazała się „świetnym współpracownikiem”. Nikt tak nie da Ci informacji zwrotnej jak dziecko, które szczerze i z uśmiechem powie Ci, że pomysł jest do bani 🙂 Idąc z córcią do pracy musiałam też szybciej się organizować, planować, a takie nowe doświadczenie jest wbrew pozorom bardzo ekscytujące. Owszem bywają zgrzyty, lecz takie sytuacje kryzysowe rozwijają nas samych, równocześnie integrując rodzinę.
Życie nie jest białe i czarne, ma wiele barw. Łapmy więc tą tęcze, bo na końcu czeka piękne doświadczenie, które nas wzbogaca. Nie mi osądzać innych jak walczą o swoje prawa, ja mogę zadziałać na własnym polu, zrobić wszystko co najlepsze na dany moment dla mnie i mojej rodziny.
Dziś usłyszałam od mojej czteroletniej córci, „dziękuję mamusiu, że mogę iść z Tobą do pracy”. Mówiła to
z uśmiechem na buzi i iskierkami w oczach. Dla tej małej istotki to przygoda, dostała biurko i jak widać na załączonym obrazku świetnie się odnalazła 😀
Jak więc ja patrzę na strajk? Jak na moment, w którym  mogę się sprawdzić jako rodzic, jak na rozwój, 
jak na zadanie, któremu zostałam poddana ja i moja rodzina 🙂

A jak u Was ?

Ewcia ostatnie dni spędziła bez internetu i jak mówi dzień z dzieckiem w pracy to pikuś w porównaniu
z takim wyzwaniem, lecz o tym opowie Wam już w następnym poście 🙂

Pozdrawiam,

Jadźka 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *